Sobota 22 lipiec 2000

Komedantka: Ania Dziegiel (wedr.)
Opiekun: Sylwek Dziegiel (HO)

Z Oshawa wyjechalismy wczesniej - juz o 4 rano, aby unikac porannego ruchu na drogach.  Na miejscu bylismy o 7 rano.  Pogoda na szczescie byla ladna, sloneczna.  Po odebraniu zamowionych canoe (typu Kavlar)nasz splyw rozpoczelismy na Shall Lake do Farm Lake, przez Kitty Lake do Booth Lake.  Poniewaz jeziora nie lacza sie ze soba przez tzw. "portages" musielismy przenosic canoes i bagaze. 

W Sobote, wioslowalismy 8 godz. i 2 godz. zaszlo nam przenoszenie bagazy.  Bardzo zmeczeni - rozbilismy maly oboz na wyspie na Booth Lake.  Przed udaniem sie na spoczynek zbadalismy teren.  Znalezlismy slady niedzwiedzia w zaroslach jagodowych.  Wystraszeni chlopcy spali z nozami w namiocie a Chigger aka Dorota spala z sikiera.  Na noc zywnosc zawiesilismy na drzewie.  Jezowieze bardzo lubia zjadac spocone buty czytalam kiedys i poradzilam aby wszyscy zawiesili buty na drzewie lub schowali do namiotu.  Jedna z harcerek nie skorzystala z tej rady i gdzie byly buty rano?  Nie wiadomo bo zgninely!

W niedziele rano bardzo bolaly nas ramiona.  Humory sie wszystkim poprawily  po sniadaniu - jedlismy "breakfast tortillas".  Dookola drzewa na ktorym wisialy torby z zapasem zywnosci byly wyrazne slady niedzwiedzia.  Poniewaz drugi nocleg mielismy  na tej samej wyspie zostawilismy bezpiecznie bagaze. Poplynelismy od McCarthy Creek do Mole Lake. McCarthy Creek jest piekne i ciekawe - zupelnie zarosniete kwiatami lilii wodnych.  Nastepnie plynelismy przez Godda Lake, Rumley Lake, Ryegrass Lake na powrot do Booth Lake gdzie byl rozbity nasz oboz.  W tym dniu mielismy az 2675 metrow "portages" - cale szczescie ze bez bagazy.  Tomek i Pawel mieli szczescie bo na jednym z przesc widzieli losia z malym!
Przed udaniem sie na spoczynek mielismy jeszcze czas poplywac w jeziorze i ugotowac dobra kolacje przy ognisku.  W poniedzialek rano troche zmienilismy nasz zaplanowany kurs.  Przez Kitty Lake poplynelismy do punktu wyjsciowego na Shall Lake gdzie byl zaparkowany nasz samochod.
Zostawilismy czesc bagazy, zjedlismy obiad ("bagles" z klonowym syropem).  Nastepnie przez Crotch Lake do Shirley Lake - tam znowu na wyspie rozbilismy namioty.  Sprawdzajac teren zauwazylismy zeremia bobrowe i duzo scietych drzew. 

We wtorek po sniadaniu dosyc pozno wyruszylismy w droge powrotna.  Chlopcy robili uwagi ze robie Jenny Craig program - duzo cwiczymy a malo jemy. 
Nie zgadzam sie z tym bo po kazdym posilku jedzenie zostalo.

Dziekuje  Panu Bogu za piekna pogode w ciagu naszego wyjazdu, za to moglismy podziwiac piekna przyrode tak bezposrednio - z bliska i za tze bezpiecznie wrocilismy do domow.  Wszyscy bioracy udzial w splywie dostali sprawnosc terestnicy splywu.


Harcerze i harcerki ktorzy brali udzial:

Sylwek Dziegiel, Ania Dziegiel, Tomek, Dorota, Pawel, i Sandra



ZDJECIE:





Canoe Trip
w
Algonquin Park
tomek je z smakiem zupe
portage na McCarthy Creek
Rumley Lake do Ryegrass Lake portage